Czy Zachód przegrał? tekst Prof. Tomasz Grzegorz Grosse
Dlaczego Zachód przegrał?
Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się w 2025 roku książka Kishore Mahbubaniego pod znamiennym tytułem: czy Zachód przegrał? (Wydawnictwo GlowBook). Ten singapurski dyplomata dowodzi, że Zachód, czyli przede wszystkim USA i UE, zgubiła zbytnia pewność siebie, pycha, lekceważenie byłych kolonii, innych cywilizacji i kultur. Nadmierna była chciwość, zwłaszcza doraźna, nielicząca się z długofalowymi skutkami. Było to związane z przywiązaniem Zachodu do neoliberalnego kapitalizmu, zwłaszcza w wymiarze finansowym. Zabrakło też strategii geoekonomicznej. Duże korporacje amerykańskie i europejskie przenosiły produkcje do Azji, zwłaszcza do Chin, wzmacniając akumulację kapitału i technologii, a więc bogactwo i potencjał geoekonomiczny Państwa Środka, a jednocześnie powodując deindustrializację na Zachodzie, odpływ kapitału oraz deficyt handlowy.
Chciałbym również dodać od siebie, że problemem Zachodu był brak konsekwencji. Nawet jeśli podejmowano walkę z rywalami, to czyniono to w sposób nieudolny i niesystematyczny. Przykładem były wojny USA na Bliskim Wschodzie, które Mahbubani uznaje za ciężki błąd. Niemniej, skoro podjęto już decyzje o atakowaniu krajów muzułmańskich i zwalczaniu terroryzmu islamskiego, to nie wolno było zezwalać na masową imigrację muzułmanów na Zachód. To samo dotyczy wkraczania w strefę wpływów Moskwy. Mahbubani krytykuje poszerzenie NATO o państwa Europy Środkowej. Jednak skoro Zachód poszerzył własne wpływy kosztem interesów Moskwy to należało być konsekwentnym. Trzeba było być przynajmniej gotowym do sprostanie rewanżystowskiej polityce Władimira Putina. Tymczasem wojna na wyczerpanie prowadzona o Ukrainę po trzech latach przyniosła zapowiedź wycofania się USA nie tylko ze wsparcia Kijowa, ale nawet wojsk amerykańskich z Europy i scedowania odpowiedzialności za dalsze losy wojny oraz bezpieczeństwo Starego Kontynentu na samych Europejczyków. W ten sposób Donald Trump osłabiał system bezpieczeństwa w Europie, zwiększał destabilizację geopolityczną i faktycznie zachęcał Putina do zwiększenia presji militarnej w regionie.
Kolejne prezenty Trumpa dla Putina uznać trzeba za najbardziej wymowny przykład niedostatku myślenia strategicznego zachodnich elit, a jeszcze bardziej konsekwentnego działania.
Innym problemem elit zachodnich było zbyt wielkie przywiązanie do własnej ideologii, co zagłuszało racjonalność myślenia. Najpierw było to związane z dominacją doktryny neoliberalnej. Była ona korzystna w relacjach z własnymi peryferiami, takimi jak Europa Środkowa, ale poniosła całkowite fiasko w przypadku Azji, a zwłaszcza Chin. Odrzucenie przez Zachód praktycznego podejścia geoekonomicznego w imię wiary w liberalny rynek przyniosło asymetryczne korzyści Pekinowi i bolesne straty dla USA i UE. Później coraz silniej na działania zachodnie oddziaływały inne idee liberalne i lewicowe, powiązane z krzewieniem demokracji, praw człowieka, ekologii i ochrony klimatu. Miało to ograniczać Wschód. Ten generalnie te wartości i narracje zlekceważył lub podszedł do nich bardzo pragmatycznie. Zamiast tego własna ideologia propagowana przez Zachód coraz bardziej paraliżowała strategię i skuteczne działania po stronie dotychczasowych potęg zachodnich. Przykładem może być bezradność UE i USA wobec kryzysu migracyjnego i ideologiczne zacietrzewienie w polityce klimatycznej. Tak było zwłaszcza w Europie, co okazało się coraz bardziej korzystna dla Chin kosztem konkurencyjności i potencjału geoekonomicznego UE.
Mahbubani wieszczy przegraną Zachodu. Sugeruje, aby ten – bez dalszej walki – oddał swój prymat wielkim potęgom Wschodu. Przede wszystkim Chinom i Indiom, ale także Moskwie. Unia Europejska oraz Ameryka powinny „z godnością” zejść ze sceny geopolitycznej, a więc usunąć się z dominującej pozycji na świecie. Nie mają potencjału do dalszej rywalizacji. A agresywna próba zmiany dotychczasowych trendów zakończy się dla nich boleśnie i nie przyniesie im sukcesu.
Rosnące Chiny
Wiele wskazuje na to, że siła ciężkości władzy ekonomicznej i politycznej przenosi się na Wschód, przede wszystkim do Chin. Stają się one w coraz większym stopniu potęgą geoekonomiczną. Coraz bardziej aspirują do centralnej roli w ramach nowej architektury globalizacji gospodarczej. Już teraz są największym centrum wymiany handlowej w skali globalnej. Co więcej, kolejne działania protekcyjne lub sankcyjne ze strony USA oraz częściowo również UE, zniechęcają podmioty prywatne i państwowe do korzystania z zachodnich systemów finansowych, zachodniego kapitału oraz dolara amerykańskiego, jako głównej waluty wymiany gospodarczej w stosunkach międzynarodowych. Waszyngton znalazł się niebezpiecznie blisko utraty prymatu dolara w gospodarce światowej, jak również złamania przewagi amerykańskich instytucji finansowych i dominacji technologicznej nad potęgami niezachodnimi.
Pekin staje się zwornikiem integracji geopolitycznej, o czym świadczy choćby rosnąca rola Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Na szczycie tej organizacji w chińskim mieście Tiencin (w 2025 roku) udział wzięło 24 przywódców z Azji, Afryki i Europy, w tym m.in. prezydent Rosji Władimir Putin, premier Indii Narendra Modi i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Na uwagę zasługuje zwłaszcza obecność państwa członkowskiego NATO, a więc Turcji, ale również przywódcy indyjskiego, który ma przecież silne powiązania z Zachodem oraz wiele sprzecznych interesów z Pekinem. Niemniej sankcje celne nałożone na Indie przez Trumpa doprowadziły do wyraźnego zbliżenia między Modi a Xi Jinpingiem. Ma to kluczowe znaczenie dla interesów USA i ich sojuszników w Azji. Bez wsparcia ze strony Delhi nie ma bowiem możliwości skutecznego równoważenia rosnącej pozycji geostrategicznej Pekinu w regionie azjatyckim. O wadze spotkania w Tiencin świadczy obecność sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa, co wskazuje na istotność Pekinu dla relacji międzynarodowych w skali globalnej. Obecny był również sekretarz generalny ASEAN-u, Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, Organizacji Współpracy Gospodarczej i kilku innych organizacji regionalnych.
Szanghajska Organizacja Współpracy jest traktowana jako alternatywa geopolityczna dla struktur Zachodnich, takich jak G7 lub NATO, a jednocześnie dowodzi dominującego znaczenia Chin w kształtowaniu alternatywnych wobec Zachodu struktur międzynarodowych.
O rosnącej przewadze Pekinu nad Zachodem świadczyć może jeden kluczowy element, mianowicie dostęp do strategicznych surowców, przede wszystkim metali ziem rzadkich. Są one niezbędne dla rozwoju nowoczesnego przemysłu, transformacji klimatycznej, jak również zaawansowanych systemów uzbrojenia. Monopol w zakresie przetwarzania tych surowców i dostępu do światowych rezerw surowcowych sprawia, że zarówno USA, jak i UE nie mogą sobie pozwolić na wojnę handlową z Pekinem. W rezultacie ulegają presji ze strony Pekinu.
Spadek znaczenia USA
Ta zależność od surowców najlepiej świadczy o słabości strategicznego myślenia geoekonomicznego po stronie Zachodu. Innym przejawem słabości jest stopniowa utrata prymatu, a więc sprawczości USA w relacjach międzynarodowych. Decyzja o masowym nałożeniu sankcji przez Trumpa na partnerów i sojuszników spowodowała panikę na rynkach finansowych i poważną utratę zaufania do amerykańskiego dolara. To spowodowało konieczność błyskawicznej korekty tej polityki przez przywódcę USA.
Coraz bardziej widoczne jest też zjawisko przesuwania przez Waszyngton kosztów geoekonomicznych na własnych sojuszników, zwłaszcza UE, a także oczekiwanie ustępstw ekonomicznych, geopolitycznych i świadczeń finansowych (swoistego trybutu dla USA) z ich strony.
Wskazuje to na słabnięcie dotychczasowego hegemona, który aby ratować własną pozycję czyni to nie tyle kosztem największych rywali, na co USA są zbyt słabe, ale właśnie państw sojuszniczych. W pierwszej fazie wywołało to efekt poczucia chaosu po ich stronie. Skłoniło do radykalnych ustępstw w imię nadrzędnych celów bezpieczeństwa. Niemniej w dłuższej perspektywie, zwłaszcza wtedy, kiedy utrata prymatu przez Amerykę stanie się oczywista, a sam hegemon zacznie wycofywać się coraz bardziej z kolejnych obszarów dominacji (nie tylko z Europy, ale również z Azji i Pacyfiku), postawa sojuszników może ulec zmianie. Przestaną zapewne bezwarunkowo zawierzać swój los Ameryce. Zaczną być może pogłębiać współpracę regionalną, ale możliwe jest także i to, że zwrócą się w kierunku innych potęg, przede wszystkim Chin.
Bezradność Trumpa wobec konfliktu na Ukrainie, demonstrowana przez nieudane próby zakończenia tego konfliktu, jest dowodem słabości strukturalnej Ameryki. Jeszcze bardziej o tym świadczy chęć wycofania się wojskowego z Europy i cedowanie odpowiedzialności za bezpieczeństwo Starego Kontynentu na Europejczyków. W podobny sposób USA mogą przestać chronić Tajwan, a być może inne państwa sojusznicze w Azji, przykładowo Koreę Południową lub Japonię. Jeśli elity amerykańskie posłuchają rad Mahbubaniego, to niewykluczony jest strategiczny odwrót USA z Euroazji do czasów słynnej doktryny Monroego, a więc XIX wieku. Oznaczałoby to ograniczenie wpływów USA do kontynentów amerykańskich, a także pozostawienie Euroazji Chinom, ewentualnie Chinom i Rosji. Taki zabieg umożliwiłby Ameryce odbudowę własnej siły i skoncentrowanie na nowych priorytetach, przede wszystkim rywalizacji w kosmosie. Co więcej, musiałby wcześniej lub później wywołać konflikt o podział spuścizny po Ameryce między Moskwą i Pekinem, a być może również Berlinem.
Póki co, Waszyngton jest zbyt słaby, aby powstrzymać coraz bardziej prawdopodobną dominację Chin w nowej fazie globalizacji gospodarczej. Historyczne role się odwróciły. To dzisiaj komunistyczne Chiny bronią globalizacji gospodarczej, a kapitalistyczna Ameryka ją podważa. Próby odbudowy konkurencyjności i uprzemysłowienia gospodarki amerykańskiej podejmowane przez Trumpa, jak również zniwelowania zadłużenia oraz deficytu handlowego, mogą napotkać na poważne problemy. I nie gwarantują sukcesu.
Marginalizacja Unii Europejskiej
Najbardziej słaba w obecnej konstelacji geopolitycznej jest Unia Europejska. Coraz bardziej zależna w kwestiach bezpieczeństwa od USA, a także geoekonomicznie od Chin. Biorąc pod uwagę, jak duży wpływ ma Pekin na działania Moskwy, być może już wkrótce, Europa kontynentalna stanie się też zależna od Chin w sferze bezpieczeństwa. Konkurencyjność gospodarki europejskiej słabnie od dziesięcioleci, jednocześnie lawinowo rośnie tutaj zadłużenie. Tym samym słabnie pozycja międzynarodowa UE. To pokazuje rolę mechanizmów geoekonomicznych, a więc znaczenia potencjału gospodarczego dla roli geopolitycznej. Oprócz tego Europa jest słaba militarnie. Bez USA w zasadzie nie jest w stanie skutecznie odstraszyć Moskwy, przynajmniej w najbliższych latach. To pogłębia degradację pozycji Starego Kontynentu na arenie międzynarodowej.
Państwa Europy Zachodniej, niegdyś mocarstwa centralne w skali globalnej, dziś stają się peryferiami światowych mocarstw, takich jak Chiny i USA. Według terminologii Immanuela Wallersteina zajmują pozycję półperyferii w systemie światowym. Są nadal centrum dla peryferii wewnątrz UE, takich jak państwa Europy Środkowej. Ale zostały już zmarginalizowane do roli peryferyjnej w skali ogólnoświatowej.
Ład wielobiegunowy?
System międzynarodowy w skali globalnej jest głęboko niestabilny i daleki od stanu uporządkowania. W grze liczą się obecnie cztery główne mocarstwa: Chiny, USA, Indie i Rosja.
Trudno zaliczyć do tego grona UE, albo którekolwiek państwo Europy Zachodniej. Między czterema wymienionymi mocarstwami występują rzecz jasna zależności, ale przede wszystkim rywalizacja o przyszły kształt ładu międzynarodowego. Moskwa ma coraz bardziej podrzędną relację wobec Pekinu, nawet jeśli zyskuje przewagę w konflikcie na Ukrainie, a tym samym w relacji do UE. Niemniej ma także szereg wyzwań w stosunkach z Chinami. Mam na myśli zwłaszcza konkurencję o wpływy w Azji Środkowej. Ponadto, Pekin nie zgodzi się na nadmierną ekspansję Moskwy w kierunku zachodnim, zaś elity rosyjskie na dłuższą metę nie pogodzą z rolą wasala Pekinu. To zapowiada wcześniej lub później konfrontację między obu mocarstwami.
Wiele sprzecznych interesów istnieje w relacjach Chin z Indiami, pomimo tego, że póki co, Delhi nie zamierza opowiedzieć się jednoznacznie po żadnej ze stron, ani po stronie Zachodu, ani Wschodu integrowanego przez Pekin. To zresztą pokazuje, że mamy już teraz do czynienia z formowaniem się dwóch konkurencyjnych bloków. Ten pierwszy to zachodni pod egidą Waszyngtonu. Drugi konsekwentnie buduje Pekin, jako alternatywę dla Zachodu.
Unia Europejska słabnie. Staje się raczej przedmiotem gry, aniżeli niezależnym aktorem. Podobnie jest coraz bardziej z innymi częściami naszego globu. Stają się one obszarem gry głównych mocarstw, ich sojusznikami lub wasalami, albo starają się utrzymać dystans wobec głównych antagonistów. Sytuacja wielobiegunowości jest więc pozorna lub przejściowa. Znamionuje okres chaosu i głębokiej niestabilności ładu międzynarodowego, który zapewne utrzyma się przez przynajmniej kilkanaście lat. Czeka nas w przyszłości w gruncie rzeczy albo system dwubiegunowy, albo hegemoniczny, co nie wyklucza, że część państw lub nawet całych kontynentów będzie obszarem rywalizacji, klientelizmu lub niezaangażowania. Głównymi antagonistami pozostają USA i Chiny.